Archiwa tagu: fu

Gadający z sowami

Łączące w sobie ele­men­ty prozy i poezji tzw. poe­maty fu (w które obfi­towała lit­er­atu­ra za cza­sów panowa­nia dynas­tii Han) bywa­ją zazwyczaj dość monot­onne i zanudza­ją wyliczaniem, co to kto upolował, jakie to gdzie góry się piętrzą i rze­ki szu­mią, czy też co tam miał cesarz na obi­ad — a było tego całkiem sporo.

Ten utwór, który chci­ałem tutaj zaprezen­tować, odb­ie­ga jed­nak od tej otępi­a­jącej normy. Jest on nawet miejs­ca­mi dość zabawny — albo ja to tylko tak ode­brałem i… tak przetłu­maczyłem. Co więcej jego przekaz jest wciąż aktualny.

Jia Yi (賈誼)
Poe­mat o Sowie

Trzy lata minęły, odkąd Yi został Wielkim Instruk­torem na dworze króla w Chang­sha. Do mieszka­nia pana Yi wle­ci­ała wtedy sowa i przy­cup­nęła w rogu. Sowa podob­na jest do puchacza i przynosi nieszczęś­cie. Yi mieszkał w Chang­sha, gdyż został zde­grad­owany. Chang­sha to mias­to położone na tere­nie niskim i wilgo­t­nym, tak więc Yi niepokoił się o swo­je zdrowie. Wydawało mu się, że dni jego są już polic­zone – napisał więc ten poe­mat, aby uśmierzyć nieco swe obawy. W poema­cie tym napisano:

Sowa puchacz

puchacz wir­gini­js­ki (Bubo vir­gini­anus)

Był ognis­tego wtedy rok zająca,
A dzień był pier­wszy czwartego miesiąca,
Którym się lato od wieków zaczyna.
Słońce się kryło już na horyzoncie,
Gdy sowa nagle przez okno wleciała
I najzwycza­jniej siadła sobie w kącie.

Dzi­wne się w domu zjaw­iło stworzenie.
Jakież powody mogła mieć ta sowa?
Księgę wróżeb­ną tak więc otworzyłem,
Aby wyroczni wyczy­tać z niej słowa.

W księdze napisane było:

„Jeśli ptak dzi­ki do kom­naty wleci,
Gospo­darz rychło wyprawi się w drogę.”
Z pytaniem wtedy do sowy się zwracam:
„W podróż mam ruszać? Gdzież ja jechać mogę?
Powiedz, czy los mi szczęśli­wy pisany.
Opisz mi, jaka niedola mnie czeka.
Czy bliska mojej podróży jest chwila,
Czy też wyprawy godz­i­na daleka?”

Sowa westch­nęła, skrzy­dła rozpostarła,
Do góry swo­ją zadzier­a­jąc głowę;
Jako że mówić dziobem nie umiała,
Ruchem i wzrok­iem wygłosiła mowę:

„Wszys­tko się wszędzie nieustan­nie zmienia,
Raz rwie przed siebie jak potoku fale,
Raz znów się kur­czy, po czym wycofuje;
Cykl ten na przemi­an pow­tarza­jąc stale.

Cią­gle z materii for­mu­ją się byty,
W przeis­tocze­niu lin­iejąc od nowa.
Niepow­tarzal­nie sub­tel­na ich głębia
I żadne tego nie opiszą słowa!

Od katas­tro­fy się szczęś­cie zaczyna,
W szczęś­ciu się kry­je katas­tro­fy ziarno.
Roz­pacz i radość razem w progu stają,
Pomyśl­ność dolę w sobie chowa marną.

Wu wielkim państ­wem było i potężnym,
A bitwę stoczył król Fuchai przegraną.
Państ­wo Yue klęskę poniosło pod Guiji,
A zyskał Gou­jian hege­mona miano.1

Choć Li Si wład­cę przekon­ał do siebie,
To w rękach kata zakończył swe życie.2
Z więź­nia min­istrem stał się niegdyś Fuyue
I Wu Din­gowi służył znakomi­cie.3

Wszak katas­tro­fa ze szczęś­ciem splątana,
Niczym skrę­cone razem włók­na liny.
Nieodgad­nione są życia koleje,
A kre­su jego nie zna nikt godziny.

Rozpędzisz wodę, a woda się wzburzy.
Rozpędzisz strza­łę, a strza­ła poleci.
Wszys­tkie stworzenia wiru­ją bez przerwy:
Drga­ją, pul­su­ją od setek stuleci.

Wznoszą się chmury, opada­ją deszcze;
Plączą się byty wios­na to czy zima.
Wszys­tko się krę­ci jak koło garncarskie,
Co się bezkresne nigdy nie zatrzyma.

Wyroków nie­ba nie znamy zawczasu,
Ni dróg Natu­ry nikt w przódy nie zgadnie.
Wcześniej czy później – to los decyduje.
Nikt nie wie, kiedy na kogo przypadnie.

Prze­cież,

Niebo i ziemia są wielką dymarką,
Której dymarzem zmi­en­na jest przyroda.
Yin-yang to węgle w piecu rozżarzone,
Stworzeń miri­ady to miedź rudobroda.

Wzrost i upadek, łącze­nie i rozpad
Żad­nej nie zna­ją sta­bil­nej reguły.
Tysiące przemi­an, set­ki przeistoczeń
Bez koń­ca będą swo­je splo­ty snuły.

Gdy ktoś się stanie bezwied­nie człowiekiem,
To cóż takiego ów hołu­bić raczy?
Jeżeli w inną się zmieni istotę,
To czy miał powód będzie do rozpaczy?

Kto samol­ub­ny i wiedzą nie grzeszy:
Inny­mi gardzi, a siebie docenia.
Kto zaś jest biegły i kto widzi­ał wiele:
Ten dba o losy wszelkiego stworzenia.

Chci­wiec da wszys­tko za dóbr posiadanie,
Śmi­ałek da wszys­tko za sławy zdobycie.
Pysza­łek umrze, prag­nąc władzę posiąść;
A prosty człowiek kocha swo­je życie.

Kto czegoś łaknie lub przed czymś się wzbrania,
Ten w tę i we w tę zbie­ga żywot cały.
A wiel­ki człowiek tym się nie przejmuje,
Gdyż myśli jego z ryt­mem zmi­an się zlały.

Głu­piec w obrzę­dach grzęźnie i zwyczajach,
Które to niczym kaj­dany go skuły.
Człowiek dojrza­ły z niczym się nie wiąże,
Natu­ry4 tylko wyz­na­je reguły.

Ludzie prze­cięt­ni męt­lik mają w głowie,
Gniew i sym­pa­tia w ser­cach się rozplenia.
Człowiek prawdzi­wy zna co spokój duszy,
W Naturze tylko szu­ka ukojenia.

Porzuć swój umysł, opuść swo­ją postać,
Przeniknij eter i zapom­nij siebie.
Nieog­a­r­niony i nieistniejący
Poszy­buj razem z Naturą po niebie.

Dosiądź stru­mienia, a ten cię poniesie.
Uderz w przeszkodę, a ta cię zatrzyma.
Porzuć swe ciało, losowi się oddaj
I nadaj sobie imię anonima.
Niech życie two­je będzie dryfowaniem,
Śmierć odpoczynkiem niech będzie pielgrzyma.

Spoko­jny niczym cisza na głębinach,
Dry­fuj jak łód­ka bez cumy przy burcie.
Życiem swym się nie prze­j­muj, pustkę pias­tuj w sobie
I płyń w stru­mienia nurcie.

Człowiek cnotli­wy nigdy nie upada;
Swój los poz­nawszy, nie martwi się wcale.
Spraw nieis­tot­nych nigdy nie rozważa,
Bo nie obchodzą go takie detale.”5


1 Król Fuchai był wład­cą państ­wa Wu. Państ­wo Wu rywal­i­zowało z państ­wem Yue, którego monar­chą był Gou­jian. Mimo że Wu było potężnym państ­wem, poniosło klęskę w star­ciu z Yue. W jak­iś czas po tej prze­granej przez państ­wo Wu bitwie, Fuchai – król tego państ­wa – stoczył zwycięs­ki bój z Gou­jianem – wład­cą państ­wa Yue. Bit­wa ta miała miejsce u stóp góry Gui­ji. Gou­jianowi udało się jed­nak przechytrzyć Fucha­ia, wydostać się z niewoli, zre­or­ga­ni­zować wojsko i uderzyć na Wu ponown­ie. Pokon­awszy Fucha­ia, Gou­jian stał się hegemonem.

2 Li Si został stra­cony po śmier­ci swego pro­tek­to­ra, jakim był Pier­wszy Cesarz.

3 Król Wu Ding – pier­wszy wład­ca dynas­tii Shang – ujrzał we śnie postać mędr­ca, który wyglą­dał tak jak więzień o imie­niu Fuyue. Kiedy więc król poz­nał Fuyuego, uczynił go ministrem.

4 W ory­gi­nale dao (道), co moż­na też tłu­maczyć: Tao.

5 Xiao Tong (red.), Zhaom­ing wen xuan yi zhu (Zhaomin­ga wybór tek­stów z objaśnieni­a­mi i komen­tarzem), t. 1, Changchun: Jilin Wen­shi, 2007, s. 659–660.

Celebryta z II w. p.n.e.

Sima Xian­gru (司馬相如) pochodz­ił z zamożnej rodziny, dlat­ego udało mu się zostać przy­bocznym cesarza; pełnił jed­nak tylko niską funkcję urzęd­niczą na cesarskim dworze. Po jakimś cza­sie porzu­cił jed­nak służbę w stol­i­cy i udał się do królest­wa Liang (lenna cesarskiego), gdzie w owym cza­sie prze­by­wało też wielu innych lit­er­atów. Po kilku lat­ach umarł zasi­ada­ją­cy na tron­ie królest­wa Liang król Xiao, na którego to zaprosze­nie Sima Xian­gru przy­był do zie­mi Liang i z którego to ręki otrzy­mał tam posadę. Straci­wszy zwierzch­ni­ka, a co za tym szło, źródło utrzy­ma­nia, Sima Xian­gru wró­cił do swego rodzin­nego mias­ta – Cheng­du. Okaza­ło się wtedy, że nie ma z czego się utrzy­mać. Szczęśli­wym zbiegiem okolicznoś­ci jego przy­ja­ciel Wang Ji został starostą powiatu Lin­qiong i zaprosił Sima Xian­gru, aby ten zamieszkał u niego na koszt powiatu. Sima Xian­gru zamieszkał więc w rzą­dowym hotelu. Staros­ta Wang Ji każdego dnia składał wiz­ytę swe­mu goś­ciowi w hotelu. Sima Xian­gru z początku przyj­mował starostę, ale po pewnym cza­sie zaczął odmaw­iać spotkań pod pretek­stem choro­by. Za co Wang Ji darzył swego przy­ja­ciela jeszcze więk­szym szacunkiem.

Po okol­i­cy rozeszła się wieść, że ktoś miesz­ka w rzą­dowym hotelu i odmaw­ia widzenia się nawet ze starostą powiatu. A w powiecie tym mieszkali jed­ni z najbo­gat­szych osób w państ­wie. Szy­bko dos­zli do wniosku, że kimkol­wiek jest ów osob­nik, musi to być postać niezmiernie wpły­wowa, sko­ro pozwala sobie na to, aby tak trak­tować starostę – cesarskiego urzęd­ni­ka. Postanow­ili więc zaprosić go na ucztę. Zapros­zony bard­zo niechęt­nie jed­nak w końcu zgodz­ił się przy­być na biesi­adę. Tam udało mu się ukrad­kiem poz­nać Zhuo Wen­jun (卓文君) – młodą i niedawno owdowiałą córkę gospo­darza. Przekupił jej służącą, aby przekaza­ła swej pani list od niego. W odpowiedzi na list, Zhuo Wen­jun udała się do hotelu, w którym mieszkał Sima Xian­gru, gdzie… została przez niego por­wana i wywieziona do Chengdu.

Ojciec por­wanej postanow­ił, że od tej pory nie będzie już łożył na utrzy­manie swej cór­ki. Nie mógł bowiem w żaden inny sposób rozpraw­ić się z porywaczem przez wzgląd na wysoką pozy­cję społeczną i wpły­wy, jaki­mi w jego mnie­ma­niu cieszył się Sima Xiangru.

Przy­by­wszy do Cheng­du, Sima Xian­gru i Zhuo Wen­jun żyli w biedzie. Przyzwycza­jona do życia w dostatku kobi­eta nie mogła tego znieść. Postanow­ili więc wró­cić do powiatu Lin­qiong, gdzie sprzedawszy zaprzęg kon­ny, którym przy­byli, zain­west­owali pieniądze w mały biznes, otwier­a­jąc coś, co dziś nazwal­ibyśmy pubem.

Dla pana Zhuo – ojca Wen­jun – była to sytu­ac­ja bard­zo kłopotli­wa: on wiel­ki bogacz, a jego cór­ka pracu­je za barem – trud­no sobie wyobraz­ić więk­szą utratę twarzy. Darował więc córce dużą sumę pieniędzy oraz przy­dzielił jej znaczną liczeb­nie służbę.

Otrzy­mawszy taki prezent, młodzi kochankowie porzu­cili swój pub i udali się z powrotem do Cheng­du, gdzie kupili ziemię i dom.