Gadający z sowami

Łączące w sobie ele­men­ty prozy i poezji tzw. poe­maty fu (w które obfi­towała lit­er­atu­ra za cza­sów panowa­nia dynas­tii Han) bywa­ją zazwyczaj dość monot­onne i zanudza­ją wyliczaniem, co to kto upolował, jakie to gdzie góry się piętrzą i rze­ki szu­mią, czy też co tam miał cesarz na obi­ad — a było tego całkiem sporo.

Ten utwór, który chci­ałem tutaj zaprezen­tować, odb­ie­ga jed­nak od tej otępi­a­jącej normy. Jest on nawet miejs­ca­mi dość zabawny — albo ja to tylko tak ode­brałem i… tak przetłu­maczyłem. Co więcej jego przekaz jest wciąż aktualny.

Jia Yi (賈誼)
Poe­mat o Sowie

Trzy lata minęły, odkąd Yi został Wielkim Instruk­torem na dworze króla w Chang­sha. Do mieszka­nia pana Yi wle­ci­ała wtedy sowa i przy­cup­nęła w rogu. Sowa podob­na jest do puchacza i przynosi nieszczęś­cie. Yi mieszkał w Chang­sha, gdyż został zde­grad­owany. Chang­sha to mias­to położone na tere­nie niskim i wilgo­t­nym, tak więc Yi niepokoił się o swo­je zdrowie. Wydawało mu się, że dni jego są już polic­zone – napisał więc ten poe­mat, aby uśmierzyć nieco swe obawy. W poema­cie tym napisano:

Sowa puchacz

puchacz wir­gini­js­ki (Bubo vir­gini­anus)

Był ognis­tego wtedy rok zająca,
A dzień był pier­wszy czwartego miesiąca,
Którym się lato od wieków zaczyna.
Słońce się kryło już na horyzoncie,
Gdy sowa nagle przez okno wleciała
I najzwycza­jniej siadła sobie w kącie.

Dzi­wne się w domu zjaw­iło stworzenie.
Jakież powody mogła mieć ta sowa?
Księgę wróżeb­ną tak więc otworzyłem,
Aby wyroczni wyczy­tać z niej słowa.

W księdze napisane było:

„Jeśli ptak dzi­ki do kom­naty wleci,
Gospo­darz rychło wyprawi się w drogę.”
Z pytaniem wtedy do sowy się zwracam:
„W podróż mam ruszać? Gdzież ja jechać mogę?
Powiedz, czy los mi szczęśli­wy pisany.
Opisz mi, jaka niedola mnie czeka.
Czy bliska mojej podróży jest chwila,
Czy też wyprawy godz­i­na daleka?”

Sowa westch­nęła, skrzy­dła rozpostarła,
Do góry swo­ją zadzier­a­jąc głowę;
Jako że mówić dziobem nie umiała,
Ruchem i wzrok­iem wygłosiła mowę:

„Wszys­tko się wszędzie nieustan­nie zmienia,
Raz rwie przed siebie jak potoku fale,
Raz znów się kur­czy, po czym wycofuje;
Cykl ten na przemi­an pow­tarza­jąc stale.

Cią­gle z materii for­mu­ją się byty,
W przeis­tocze­niu lin­iejąc od nowa.
Niepow­tarzal­nie sub­tel­na ich głębia
I żadne tego nie opiszą słowa!

Od katas­tro­fy się szczęś­cie zaczyna,
W szczęś­ciu się kry­je katas­tro­fy ziarno.
Roz­pacz i radość razem w progu stają,
Pomyśl­ność dolę w sobie chowa marną.

Wu wielkim państ­wem było i potężnym,
A bitwę stoczył król Fuchai przegraną.
Państ­wo Yue klęskę poniosło pod Guiji,
A zyskał Gou­jian hege­mona miano.1

Choć Li Si wład­cę przekon­ał do siebie,
To w rękach kata zakończył swe życie.2
Z więź­nia min­istrem stał się niegdyś Fuyue
I Wu Din­gowi służył znakomi­cie.3

Wszak katas­tro­fa ze szczęś­ciem splątana,
Niczym skrę­cone razem włók­na liny.
Nieodgad­nione są życia koleje,
A kre­su jego nie zna nikt godziny.

Rozpędzisz wodę, a woda się wzburzy.
Rozpędzisz strza­łę, a strza­ła poleci.
Wszys­tkie stworzenia wiru­ją bez przerwy:
Drga­ją, pul­su­ją od setek stuleci.

Wznoszą się chmury, opada­ją deszcze;
Plączą się byty wios­na to czy zima.
Wszys­tko się krę­ci jak koło garncarskie,
Co się bezkresne nigdy nie zatrzyma.

Wyroków nie­ba nie znamy zawczasu,
Ni dróg Natu­ry nikt w przódy nie zgadnie.
Wcześniej czy później – to los decyduje.
Nikt nie wie, kiedy na kogo przypadnie.

Prze­cież,

Niebo i ziemia są wielką dymarką,
Której dymarzem zmi­en­na jest przyroda.
Yin-yang to węgle w piecu rozżarzone,
Stworzeń miri­ady to miedź rudobroda.

Wzrost i upadek, łącze­nie i rozpad
Żad­nej nie zna­ją sta­bil­nej reguły.
Tysiące przemi­an, set­ki przeistoczeń
Bez koń­ca będą swo­je splo­ty snuły.

Gdy ktoś się stanie bezwied­nie człowiekiem,
To cóż takiego ów hołu­bić raczy?
Jeżeli w inną się zmieni istotę,
To czy miał powód będzie do rozpaczy?

Kto samol­ub­ny i wiedzą nie grzeszy:
Inny­mi gardzi, a siebie docenia.
Kto zaś jest biegły i kto widzi­ał wiele:
Ten dba o losy wszelkiego stworzenia.

Chci­wiec da wszys­tko za dóbr posiadanie,
Śmi­ałek da wszys­tko za sławy zdobycie.
Pysza­łek umrze, prag­nąc władzę posiąść;
A prosty człowiek kocha swo­je życie.

Kto czegoś łaknie lub przed czymś się wzbrania,
Ten w tę i we w tę zbie­ga żywot cały.
A wiel­ki człowiek tym się nie przejmuje,
Gdyż myśli jego z ryt­mem zmi­an się zlały.

Głu­piec w obrzę­dach grzęźnie i zwyczajach,
Które to niczym kaj­dany go skuły.
Człowiek dojrza­ły z niczym się nie wiąże,
Natu­ry4 tylko wyz­na­je reguły.

Ludzie prze­cięt­ni męt­lik mają w głowie,
Gniew i sym­pa­tia w ser­cach się rozplenia.
Człowiek prawdzi­wy zna co spokój duszy,
W Naturze tylko szu­ka ukojenia.

Porzuć swój umysł, opuść swo­ją postać,
Przeniknij eter i zapom­nij siebie.
Nieog­a­r­niony i nieistniejący
Poszy­buj razem z Naturą po niebie.

Dosiądź stru­mienia, a ten cię poniesie.
Uderz w przeszkodę, a ta cię zatrzyma.
Porzuć swe ciało, losowi się oddaj
I nadaj sobie imię anonima.
Niech życie two­je będzie dryfowaniem,
Śmierć odpoczynkiem niech będzie pielgrzyma.

Spoko­jny niczym cisza na głębinach,
Dry­fuj jak łód­ka bez cumy przy burcie.
Życiem swym się nie prze­j­muj, pustkę pias­tuj w sobie
I płyń w stru­mienia nurcie.

Człowiek cnotli­wy nigdy nie upada;
Swój los poz­nawszy, nie martwi się wcale.
Spraw nieis­tot­nych nigdy nie rozważa,
Bo nie obchodzą go takie detale.”5


1 Król Fuchai był wład­cą państ­wa Wu. Państ­wo Wu rywal­i­zowało z państ­wem Yue, którego monar­chą był Gou­jian. Mimo że Wu było potężnym państ­wem, poniosło klęskę w star­ciu z Yue. W jak­iś czas po tej prze­granej przez państ­wo Wu bitwie, Fuchai – król tego państ­wa – stoczył zwycięs­ki bój z Gou­jianem – wład­cą państ­wa Yue. Bit­wa ta miała miejsce u stóp góry Gui­ji. Gou­jianowi udało się jed­nak przechytrzyć Fucha­ia, wydostać się z niewoli, zre­or­ga­ni­zować wojsko i uderzyć na Wu ponown­ie. Pokon­awszy Fucha­ia, Gou­jian stał się hegemonem.

2 Li Si został stra­cony po śmier­ci swego pro­tek­to­ra, jakim był Pier­wszy Cesarz.

3 Król Wu Ding – pier­wszy wład­ca dynas­tii Shang – ujrzał we śnie postać mędr­ca, który wyglą­dał tak jak więzień o imie­niu Fuyue. Kiedy więc król poz­nał Fuyuego, uczynił go ministrem.

4 W ory­gi­nale dao (道), co moż­na też tłu­maczyć: Tao.

5 Xiao Tong (red.), Zhaom­ing wen xuan yi zhu (Zhaomin­ga wybór tek­stów z objaśnieni­a­mi i komen­tarzem), t. 1, Changchun: Jilin Wen­shi, 2007, s. 659–660.

Odmiana chińskich nazw własnych

Chińskie nazwy własne, jak wszys­tkie inne rzec­zown­i­ki w języku pol­skim, należy w miarę możli­woś­ci odmieni­ać przez przy­pad­ki dek­li­na­cyjne. O ile jed­nak w odniesie­niu do nazw wywodzą­cych się z języków europe­js­kich język pol­s­ki wyt­worzył już pewien dość sta­bil­ny sys­tem (zarówno w zakre­sie wymowy jak i pisowni), tak w przy­pad­ku wyrazów pochodzenia chińskiego sys­tem taki dopiero się tworzy, przez co nie ma jeszcze wśród native speak­erów języ­ka pol­skiego jed­no­myśl­noś­ci, co do tego jak daną nazwę włas­ną należy odmieni­ać i czy w ogóle należy ją odmieni­ać – o zasadach ich zapisu nie wspominając.

Ist­nieją oczy­wiś­cie również i takie chińskie nazwy własne, których odmi­ana nie nas­tręcza prob­lemów, gdyż może­my je z łat­woś­cią przyp­isać do jed­nej z ist­nieją­cych w języku pol­skim grup dek­li­na­cyjnych. Do takich niekłopotli­wych rzec­zown­ików należą między inny­mi te, których pisow­n­ia została spol­szc­zona, jak np.:

Szang­haj (-u, ‑owi, -, ‑em, ‑u, ‑u)
Kon­fucjusz (-a, ‑owi, ‑a, ‑em, ‑u, ‑u).

Jed­nak o ile wyraże­nie ‘w Szang­ha­ju’ brz­mi nat­u­ral­nie (jak ‘w gaju’), o tyle ana­log­icz­na for­ma ‘w Tajpe­ju’ nie brz­mi już tak dobrze (w prze­ci­wieńst­wie do formy ‘w kle­ju’).1

Wiele nazw, które nie doczekały się spol­szczenia pisowni, również zal­icza się do grupy rzec­zown­ików łatwych w odmi­an­ie przez przy­pad­ki; są to na przykład rzec­zown­i­ki rodza­ju męskiego,2 które kończą się w mianown­iku na ‘-n’ lub ‘-ng’, np.:

Chan (-a, ‑owi, ‑a/-,3 ‑em, ‑ie, ‑ie),
Wang (-a, ‑owi, ‑a/-, ‑iem, ‑u, ‑u).

Przy czym w odniesie­niu do słów zakońc­zonych w mianown­iku na ‘-ng’, lit­era ‘g’ (służą­ca tylko i
wyłącznie do tego, by zaz­naczyć, że poprzedza­ją­cy ją dźwięk to ‘n’ tyl­no­językowe) jest w przy­pad­kach zależnych, a cza­sem również w mianown­iku, wymaw­iana – co wymus­zone jest zasada­mi fono­tak­ty­ki języ­ka polskiego.

Nie przys­parza­ją też wielu prob­lemów wyrazy zakońc­zone na dyftong lub tryftong, którego ostat­nim ele­mentem jest ‘-i’, np. Cai (czyt. caj) i Hui (czyt. chłej):

Cai (-a/u, ‑owi, ‑a/-, ‑em, ‑u, ‑u), np. do Caia (czyt. caja), z Caiem (czyt. cajem)
Hui (-a/?u,4 ‑owi, ‑a/-, ‑em, ‑u, ‑u), np. do Huia (czyt. chłe­ja), o Huiu (czyt. chłeju)

Bardziej dyskusyj­na zda­ję się być kwes­t­ia czy należy odmieni­ać wyrazy zakońc­zone w wymowie na dyftong lub tryftong, którego ostat­nim członem jest ‘u’ niezgłoskotwór­cze (czyli dźwięk, jaki zde­cy­dowana więk­szość Polaków przyp­isu­je literze ‘ł’). Pol­skie nazwy własne posi­ada­jące taką głoskę w wygłosie, są odmieni­ane, np.:

Musioł (-a, ‑owi, ‑a, ‑em, -[l]e, -[l]e)
Michał (-a, ‑owi, ‑a, ‑em, -[l]e, -[l]e)

Stosowana w niniejszej pub­likacji tran­skrypc­ja języ­ka chińskiego syla­by wymaw­iane ‘ał’ i ‘oł’ zapisu­je odpowied­nio ‘ao’ i ‘ou’. Tak więc jeśli odmien­imy nazwiska Cao (czyt. cał) i Zhou (czyt. dżoł), otrzymamy:

Cao (-a, ‑owi, ‑a, ‑em, -[l]e, -[l]e), np. ku Caoowi (czyt. całowi), o Cale (czyt. cale)
Zhou (-a, ‑owi, ‑a, ‑em, -[l]e, -[l]e), np. do Zhoua (czyt. dżoła), o Zhole (czyt. dżole)

O ile pier­wsze przy­pad­ki wyglą­da­ją i brzmią dość znośnie, to miejs­cown­ik i wołacz trud­no obec­nie zaak­cep­tować.5

W celu uniknię­cie niezręcznych form typu ‘Cale’ czy ‘Zhole’ moż­na wyko­rzys­tać spry­t­ny zabieg,
pole­ga­ją­cy na uczynie­niu z prob­lematy­cznego wyrazu przy­daw­ki. Nie trze­ba go wtedy odmieni­ać, np. ‘mówię o panu Zhou’. Podob­nie w odniesie­niu do topon­imów: ‘w mieś­cie Taizhou’.

Kłopotli­we są też rzec­zown­i­ki kończące się na literę ‘-i,’ która nie jest częś­cią dyftongu czy
tryftongu. W zależnoś­ci od miejs­ca artyku­lacji poprzedza­jącej ją spółgłos­ki, literę ‘i’ czy­ta się
wtedy na trzy różne sposo­by, ale na potrze­by języ­ka pol­skiego wystar­czy, że wyróżn­imy tylko dwa:6

  1. Jak pol­skie ‘y’ po głoskach: s[s], sh[sz], z[dz], zh[dż], c[c], ch[cz], r[ż] 7
  2. Jak pol­skie ‘i’ w innych przypadkach

Mamy wobec tego do czynienia z wyraza­mi zakońc­zony­mi podob­nie jak pol­skie przymiotni­ki. Odmi­ana przymiotnikowa wyda­ję się więc najbardziej odpowied­nim wyborem. 

Spróbu­jmy odmienić takie cztery imiona: Xizhi (czyt. śidży), Zhi (czyt. dży), Shu­ji (czyt. szudźi) i Qi (czyt. ći) – zakłada­jąc oczy­wiś­cie, iż są to mężczyźni; w przy­pad­ku kobi­et najrozsąd­niej było­by nie odmieni­ać tych imion.

Oto jak taka odmi­ana by wyglądała:

Xizhi (-’ego, -‘emu, -‘ego, ‑m, ‑m, -), np. do Xizhi’ego (czyt. śidżego), o Xizhim (czyt. śidżym)
Zhi (-’ego, -‘emu, -‘ego, ‑m, ‑m, -), np. do Zhi’ego (czyt. dżego), o Zhim (czyt. dżym)
Shu­ji (-ego, ‑emu, ‑ego, ‑m, ‑m, -), np. do Shu­jiego (czyt. shudźiego), o Shu­jim (czyt. shudźim)
Qi (-ego, ‑emu, ‑ego, ‑m, ‑m, -), np. do Qiego (czyt. ćiego), o Qim (czyt. ćim)

Formy takie jak Shu­jiego czy Xizhi’ego brzmią i wyglą­da­ją w miarę swo­jsko; moż­na je bowiem przyrów­nać do takich, zado­mowionych już w języku pol­skim, odmi­an jak: Kennedy’ego czy Bertolucciego.

W przy­pad­ku imion jed­no­sy­labowych coś zda­je się “zgrzy­tać”. Możli­we że nieak­cep­towal­ność odmi­any przymiotnikowej rzec­zown­ików jed­no­sy­labowych wyni­ka z małej licz­by przymiotników jed­no­sy­labowych w języku pol­skim. Dek­li­nowanie przymiotnikowe imion jed­no­sy­labowych sta­je się jed­nak mniej prob­lematy­czne kiedy wys­tępu­ją one razem z nazwiskiem (które w języku chińskim wys­tępu­je zawsze przed imie­niem), np.:

do Cao Zhi’ego, o Wu Qim

Topon­imy zakońc­zone przymiotnikowo raczej nie są odmieniane:

Idę do Muzhi, Muzhi jest wielkie, zach­wycam się Muzhi
Idę ku Linyi, mieszkam w Linyi, Linyi jest daleko

Przykłady takie jak ‘o Wu Qim’ i ‘do Cao Zhi’ego’ ukazu­ją jeszcze inną cechę odmi­an chińs­kich nazw osobowych: otóż kiedy odmienione jest imię, nie odmienia się zazwyczaj nazwiska, np.:

o Cao Zhim, z Wang Xizhim, do Sima Qiana, o Li Xianie

Możli­wa jest też sytu­ac­ja odwrot­na, kiedy to odmieni­ane jest nazwisko, a imię pozosta­je nieod­mienione. Schemat ten sto­su­je się wtedy, kiedy for­ma imienia nas­tręcza trud­noś­ci w odmi­an­ie, np.:

Ku Ban­gowi Gu, z Bang­iem Gu, do Shanga Ze, o Shangu Ze, o Wan­gu Hua

Niek­tóre pary nazwisko-imię pozwala­ją na dowol­ność w wyborze, tego który człon ma być odmieni­any, np.:

z Caoem Pi, z Cao Pim, o Wang Xizhim, o Wan­gu Xizhi

Zdarza się też (choć rzad­ko), iż oba człony są odmieniane:

do Suna Jat-sena, o Sunie Jat-senie8 (znacznie częś­ciej jed­nak: do Sun Jat-sena, o Sun Jat-senie)

Pewne wyrazy nie są podatne na dek­li­nację. Są to wyrazy zakońc­zone na: ‘-e’, ‘-a’ ‘-uo’, ‘-u’ oraz ‘-
ü’, np.:

o Lü, do Lü, z Lü
o Guo, z Guo, do Guo
o Hua, z Hua, do Hua
o He, z He, do He

W odniesie­niu jed­nak do wyrazów wielo­sy­labowych zakońc­zonych na ‘-a’ (będą­cych nazwa­mi osobowy­mi jak i miejs­cowy­mi) sytu­ac­ja nie jest już tak jed­noz­nacz­na; mają one bowiem ten­denc­je do tego, aby odmieni­ać się jak pol­skie rzec­zown­i­ki rodza­ju żeńskiego:

Muzha (czyt. mudża): widzę Muzhę (czyt. mudżę), w Muzhy (czyt. mudży), zach­wycam się Muzhą (czyt. mudżą)

Prob­lem jed­nak pow­sta­je, gdy wyraże­nie dwu­sy­labowe skła­da się z dwóch jed­no­sy­labowych członów (nazwiska i imienia czy pseudon­imu), np.:

Li Na, z Li Ną, o Li Nie, do Li Ny

Ten typ dek­li­nacji jest akcep­towal­ny (wszak Li Na brz­mi – jeśli zig­norować akcen­tu­ację – tak samo jak pol­s­ki wyraz ‘lina’). Odmi­ana stwarza jed­nak dość istotne prob­le­my: kiedy bowiem mówimy o Li Nie, to nie ma pewnoś­ci czy oso­ba, o której mówimy, nazy­wa się Li Na czy Li Nie. W takich przy­pad­kach najlepiej więc jest zrezyg­nować z odmi­any przez przy­pad­ki, przek­sz­tał­ca­jąc nazwę włas­ną w przydawkę:

do pani Li Na, z panią Li Na

W przy­pad­ku zakończenia ‘-ua’ lub syla­by ‘wa’ (w jed­nym i drugim przy­pad­ku wymowa brz­mi ‘ła’) sta­je­my przed prob­le­mem jeszcze więk­szym niż miało to miejsce w przy­pad­ku form ‘Zhou’le’ czy ‘Cao’le’:

Nüwa (czyt. ńjüła): o Nüle (czyt. ńjüle), z Nüwą / Nüłą (czyt. ńjüłą)
San­hua (czyt. sanchła): o Sanhle (sanch­le), z Sanhuą/Sanhłą (czyt. sanchłą)

Nie dość bowiem, iż formy te brzmią dość pokracznie, to nie wiado­mo też jak je właś­ci­wie należy
zapisać.9 Najlepiej więc przek­sz­tał­cić je w przydawki:

o bogi­ni Nüwa, z boginią Nüwa
w miejs­cowoś­ci San­hua, za miejs­cowoś­cią Sanhua

Jeśli męs­ka nazwa osobowa kończy się na ‘-a’, najlepiej przek­sz­tał­cić ją w przydawkę.
Wielo­sy­labowe męskie nazwy osobowe zakońc­zone na ‘-e’ wykazu­ją skłon­noś­ci do odmi­any przymiotnikowej np.:

Jie (czyt. dźie): do Jiego (czyt. dźiego), z Ji[e]m (czyt. dźi[e]m)
Zhe­bie (czyt. dże­bie): do Zhe­biego (czyt. dże­biego), o Zhebi[e]m (czyt. dżebi[e]m)
Li He, do Li Hego, z Li Hem, ku Li Hemu

Jak widać w powyższych przykładach, wyraże­nia dwu­sy­labowe odmieni­a­ją się “chęt­niej.” Formy typu: ‘z Jim’ czy ‘z Jiem’ jak na razie nie zda­ją się być akceptowalne.

Podany tutaj zbiór zasad nie jest ani wycz­er­pu­ją­cy, ani też bezdyskusyjnie słuszny. Jak zaz­nac­zono na początku, zasady dek­li­nacji chińs­kich nazw włas­nych w języku pol­skim dopiero się tworzą. Stosowana w niniejszej pub­likacji odmi­ana chińs­kich wyrazów oraz ich ortografia nie każde­mu Czytel­nikowi przy­pad­nie go gustu.


1 Autor wyraża tutaj swo­je oso­biste odczu­cia jako native speak­er języ­ka pol­skiego. Podob­nie w dalszych
przykładach.

2 Chodzi o to czy dana nazwa włas­na oznacza­ją­ca osobę odnosi się do mężczyzny czy do kobi­ety. Jeśli Chan to mężczyz­na, powiemy wtedy: ‘widzę Chana’ i ‘idę z Chanem’, ale w odniesie­niu do kobi­ety najlep­szą opc­ja jest chyba
nieod­mieni­an­ie: ‘idę z [panią] Chan’. Podob­nie w dal­szych przykładach.

3 Formy oboczne zależą od tego czy mamy do czynienia z rzec­zown­ikiem żywot­nym (np. nazwiskiem) czy nieży­wot­nym (np. topon­imem). Podob­nie w dal­szych przykładach.

4 W odniesie­niu do topon­imów wys­tępu­je ten sam prob­lem co w przy­pad­ku podanego wyżej przykładu doty­czącego Tajpej (? Tajpeju).

5 W języku pol­skim wys­tępu­je wprawdzie zado­mowione już słowo chińskie, którego wygłos brz­mi ‘ał’ i słowo to jest
bezwzględ­nie odmieni­ane w jed­nym ze swoich znaczeń, a zazwyczaj nieod­mieni­ane w innych znaczeniach.
Chodzi o słowo ‘makau,’ które jest odmieni­ane, kiedy uży­je­my go jako odzy­w­ki w grze kar­cianej o tej
samej nazwie: np. “po makale.” Ale jeśli chodzi o samą nazwę gry, słowo ‘makau’ nie jest zazwyczaj
dek­li­nowane: np. “Gramy w makau czy w bry­dża?” Podob­nie nazwa ta zwyk­le nie jest odmieni­a­nia w
przy­pad­ku, gdy chodzi o rejon admin­is­tra­cyjny Makau, np. “jadę do Makau, jestem w Makau.”

6 Różni­ca w wymowie litery ‘i’ w wyrazach ‘si’ i ‘shi’ jest niewiel­ka i nieis­tot­na z punk­tu widzenia odmi­any przez
przy­pad­ki w języku pol­skim – ich spol­szc­zona wymowa jest identyczna.

7 W naw­iasach kwadra­towych podob­no przy­bliżoną wymowę zapisaną w pol­skiej ortografii.

8 Nie jest to wprawdzie zapis w tran­skrypcji pinyin (zwłaszcza że nazwa ta pochodzi z innego języ­ka chińskiego niż
mandaryńs­ki) – ale nie ma to więk­szego znacze­nie, gdyż zasa­da jest ta sama.

9 W przy­pad­ku japońs­kich nazw włas­nych o takim zakończe­niu, np. Kuro­sawa, język pol­s­ki “poszedł na skró­ty” i z wyrazu
wymaw­ianego ‘kurosała’ zro­bił ‘kurosa­va’, dzię­ki czemu wyrazy te odmieni­a­ją się tak jak polskie:
Warsza­wa czy Dobrawa. Być może czeka to też chińskie wyrazy Nüwa i Sanhua.

 

Antroponimy chińskie

Sha Ning

Sha Ning
(moje chińskie nazwisko oraz imię zapisane pis­mem pieczęciowym)

Chińczy­cy, w odróżnie­niu od Europe­jczyków, posi­adali nazwiska już od zamierzchłej starożyt­noś­ci. Dawni Chińczy­cy (a przy­na­jm­niej przed­staw­iciele warstw rządzą­cych) posługi­wali się początkowo dwoma typa­mi nazwisk, a były to: nazwiska po kądzieli/nazwiska rodowe (xing 姓) i nazwiska po mieczu/nazwiska klanowe (shi 氏).

Nazwiska po kądzieli pojaw­iły się, jak się moż­na domyślać, w okre­sie matri­ar­chatu, kiedy nie usta­lano jeszcze ojcost­wa. W późniejszych epokach, to jest w cza­sach patri­ar­chatu, nazwiska te zaczęły być dziedz­ic­zone po ojcu – od tego momen­tu może­my nazy­wać je nazwiska­mi rodowy­mi. Z biegiem cza­su rodziny stawały się coraz bardziej liczne, co doprowadz­iło do tego, że nazwiska rodowe, jakie nosili ich członkowie, przes­tały wystar­czać – było ich po pros­tu zbyt mało. Aby zaradz­ić niedoborowi nazwisk, bra­cia noszą­cy to samo nazwisko rodowe zakładali własne klany i nadawali sobie dodatkowe nazwisko (nazwisko klanowe), które ich dzieci dziedz­iczyły potem po nich.

W późniejszym okre­sie nazwiska po kądzieli (rodowe) straciły swą rację bytu, a ter­miny xing i shi stały się syn­on­i­ma­mi, przy czym shi otrzy­mało funkcję hon­o­ry­fikaty­wną. Na przykład jeśli ktoś ma na nazwisko ‘Zhang’, to może­my o nim powiedzieć ‘Zhang Shi’, co należało by przetłu­maczyć ‘Szanowny pan Zhang’.

Oprócz nazwisk ist­ni­ały od daw­na również różnego typu imiona i pseudonimy.

Imię pod­sta­wowe (ben­ming 本名), zwane też imie­niem właś­ci­wym (zheng­ming 正名) , wielkim imie­niem (daming 大名 albo po pros­tu imie­niem (ming 名). Jest to imię for­malne, jakie poda­je się przy rejes­tracji dziec­ka w urzędzie.

Imię pier­wotne (yuan­ming 原名). Jest to pier­wsze imię for­malne nadane dziecku. Imię pier­wotne może różnić się jed­nak od imienia pod­sta­wowego, jeśli imię pod­sta­wowe zostanie w przyszłoś­ci zmienione.

Imię dziecięce (youm­ing 幼名), zwane też małym imie­niem (xiaom­ing 小名), mlecznym imie­niem (rum­ing 乳名) lub małym określe­niem (xiaozi 小字). Jest to imię nadawane przez dzi­ad­ków dziecku, kiedy rodz­ice jeszcze nie zde­cy­dowali się, jakie imię pod­sta­wowe nadać.

Imię genealog­iczne (pum­ing 譜名). Jest to imię, pod jakim dana oso­ba fig­u­ru­je w księdze genealog­icznej rodu.

Imię szkolne (xun­ming 訓名) zwane też imie­niem uczniowskim (xuem­ing 學名). Jest to imię nadawane dziecku przez rodz­iców lub nauczy­ciela, kiedy dziecko rozpoczy­na for­mal­ną naukę, a stosowane jest głównie w środowisku szkol­nym. Zdarza się, że jest ono tożsame z imie­niem podstawowym.

Pseudon­im (huam­ing化名). Pseudon­im może przy­bier­ać różne formy np. pseudon­im lit­er­ac­ki (bim­ing 筆名), pseudon­im artysty­czny (yim­ing 藝名), a od lat dziewięćdziesią­tych XX wieku wys­tępu­je również pseudon­im inter­ne­towy (wang­ming 網名).

Imię fik­cyjne (weim­ing 偽名). Może być stosowane w celu ukrycia prawdzi­wej tożsamoś­ci, np. przez zbiegów.

Imię kur­tu­azyjne (biaozi 表字) zwane najczęś­ciej po pros­tu określe­niem (zi 字), to imię nadawane głównie mężczyznom, na znak osiąg­nię­cia przez nich dorosłoś­ci, co w dawnych Chi­nach oznacza­ło 20 rok życia.

Przy­domek (hao 號), zwany też innym określe­niem (biezi 別字). Imię dodatkowe uży­wane głównie przez artystów.

Kryp­ton­im (dai­hao 代號).

Ksy­wa (chuo­hao 綽號).

Imię religi­jne (jiaom­ing 教名). Jest to imię, jakie może być nadane oso­bie, która przyjmie chrzest.

Imię pośmiertne (shi hao 諡號).

Tytuł hon­orowy (zuncheng 尊稱).

Przy­domek Dhar­ma (fahao法號) zwany też imie­niem Dhar­ma (fam­ing 法名), imie­niem Śīla (jiem­ing 戒名) lub tabu Dhar­ma (fahui 法諱). Jest to imię bud­dyjskie, jakie przyj­mu­je neofita.

Oczy­wiś­cie nie każdy Chińczyk posługi­wał czy posługu­je się wszys­tki­mi typa­mi imion. Podana tutaj lista nie jest też wycz­er­pu­ją­ca, ist­ni­ały bowiem i ist­nieją jeszcze różne odmi­any imion związanych z przy­należnoś­cią na przykład do sek­ty taoisty­cznej, grupy przestępczej czy też innej społeczności.

Obec­nie Chińczy­cy nie uży­wa­ją tak wielkiej różnorod­noś­ci imion (np. obec­nie nie nada­je się już określeń kur­tu­azyjnych zi ani przy­domków hao). Wciąż jed­nak zdarza się i to bard­zo częs­to, że dana oso­ba ma inne imię w doku­men­tach, inaczej zwraca­ją się do niej członkowie rodziny, a inaczej każe na siebie mówić znajomym.

Na przykład oso­ba znana Polakom jako Sun Jat-sen, nosił następu­jące imiona i pseudon­imy (po myśl­niku podano ich poglą­dowe tłu­macze­nie na język polski):

Nazwisko: Sun (孫) – Wnuk

Imię pod­sta­wowe: Wen 文 – Wykształcony

Imię dziecięce: Dix­i­ang 帝象 – Podobieńst­wo Cesarza

Imię genealog­iczne: Dem­ing 德明 – Blask Cnoty

Imię kur­tu­azyjne: Zaizhi 載之 – Pojechał Wozem (możli­we inne interpretacje)

Przy­domek: Yix­i­an 逸仙 – Nieśmiertelny-który-się-wyzwolił

Imię religi­jne: Rix­in (日新) – Odnowione Słońce

Pseudon­im: Nakaya­ma Shō (中山樵) – Chrust ze Środ­kowej Góry

Tytuł hon­orowy: Guo Fu (國父) – Ojciec Narodu 

Chińczy­cy w odniesie­niu do Sun Jat-sena uży­wa­ją najczęś­ciej pseudon­imu Zhong­shan, co jest chińską (mandaryńską) wymową japońskiego nazwiska Nakaya­ma (中山), czyli Środ­kowa Góra, które to nazwisko – wraz z imie­niem Shō (樵) – Sun Jat-sen przyjął pod­czas poby­tu w Japonii. Na Tajwanie zwany jest też częs­to Ojcem Nar­o­du (Guo Fu 國父).

W Polsce, jak i więk­szoś­ci kra­jów tzw. Zachodu, uży­wamy jego przy­domku Yix­i­an (逸仙), którego uży­wał pod­czas studiów w Hong Kongu, a który wymaw­iany w kan­tońskiej odmi­an­ie języ­ka chińskiego brz­mi ‘jat-sin,’ co sam zain­tere­sowany zapisy­wał „po ang­iel­sku” ‘Yat-sen.’

Do antro­pon­imów wyżej wymienionych doszedł w XX wieku jeszcze jeden: imię ang­iel­skie (ying­wen ming 英文名), którego cechą charak­terysty­czną jest to, iż zapisu­je się je alfa­betam łacińskim i wymaw­ia na ang­iel­ską mod­łę; przy czym nie musi to być wcale imię, jakie noszą oso­by z kra­jów anglo­języ­cznych (choć najczęś­ciej takie właśnie jest), może to równie dobrze być pospo­lite słowo ang­iel­skie, zapisane alfa­betem łacińskim imię chińskie (cza­sem w wymowie lokalnej) lub nawet nazwa wymyślona. Zdarza się, że imię ang­iel­skie brz­mi podob­nie jak jed­no z chińs­kich imion danej oso­by, ale nie jest to regułą.

Nazwisko w języku chińskim wys­tępu­je zawsze na pier­wszym miejs­cu, po nim dopiero następu­je imię lub pseudon­im. Obec­nie zdarza się, iż Chińczy­cy mają­cy dużo kon­tak­tów z przed­staw­iciela­mi naszego kręgu kul­tur­owego sto­su­ją na wiz­ytówkach czy też w kore­spon­dencji odwrot­ny zapis, czyli taki w którym imię stoi przed nazwiskiem – ale dzieję się tak najczęś­ciej wtedy, kiedy uży­wane jest imię ang­iel­skie, np. Steven Zhou. Oczy­wiś­cie w sytu­acji kiedy list czy wiz­ytówka jest w języku chińskim, nazwisko zosta­je zawsze na pier­wszym miejs­cu, np. Zhou Shi­wen (周士文).

Na przykład aktor znany w Chi­nach jako Li Xiao­long (李小龍), nazy­wał się pier­wot­nie Lee Jun-fan (李振藩) – zapisane w wymowie mandaryńskiej: Li Zhen­fan – a na Zachodzie znany jest pod swym ang­iel­skim imie­niem i nazwiskiem: Bruce Lee. W każdym z tych trzech przy­pad­ków nazwiskiem jest oczy­wiś­cie Li/Lee.

Nazwiska chińskie są najczęś­ciej jed­no­sy­labowe, imiona i pseudon­imy nato­mi­ast mają najczęś­ciej dwie syla­by. Tak więc cały antro­pon­im ma zazwyczaj trzy syla­by (jed­na w nazwisku i dwie w imie­niu lub rzadziej dwie w nazwisku i jed­na w imie­niu). Zdarza się też, choć nieczęs­to, że wystar­czą tylko dwie syla­by (po jed­nej syla­bie na nazwisko i imię) albo że potrze­ba aż czterech sylab (po dwie syla­by na imię i nazwisko).

Na przykład (pier­wsze nazwisko, drugie imię lub pseudonim):

莊周 Zhuang Zhou

陶淵明 Tao Yuanming

司馬相如 Sima Xiangru

歐陽修 Ouyang Xiu

 

Najstarszy bodaj wiersz

Kija ułamię, pch­nę strza­łę po strzale.
Kurz się uniesie; dopad­nę, powalę.

斷竹,續竹,飛土,逐害1

Oto, podob­no, najs­tarszy chińs­ki wier­sz, jaki przetr­wał do naszych cza­sów. Znaleźć go moż­na w Kro­n­ice wiosen i jesieni państw Wu i Yue 《吴越春秋》, której nie należy, notabene, mylić z tą sławniejszą Kro­niką wiosen i jesieni, która doczekała się Komen­tarzy pana Zuo 《左轉》. Ale coś mi się zda­je, że znacznie bardziej leci­we są wier­szy­ki zna­j­du­jące się w Księdze Przemi­an 《易經》; na przykład przy hek­sagramie Kun (坤) mamy taki wierszyk:

Głazem wstrzy­many, w zarośla wrzucony,
Wchodzi do domu, a nie widzi żony.

困于石,據于蒺藜,入于其宮,不見其妻2

Ale kto je tam wie?


1Liu Xiaodong [劉曉東], Er shi wu bie shi [二十五別史] (Poza dwadzieś­cia pięć his­torii), Jinan [濟南]: Qi-Lu Shushe [齊魯書社], 2000, s. 88.
2Nan Huai­jin [南懷瑾], Xu Qint­ing [徐芹庭], (red.), Zhou yi jin zhu jin yi [周易今註今譯] (Księ­ga przemi­an ze współczes­nym komen­tarzem i tłu­macze­niem), Tajpej[台北]: Tai­wan Shu­fang [台灣書房], 1984, s. 423.

Celebryta z II w. p.n.e.

Sima Xian­gru (司馬相如) pochodz­ił z zamożnej rodziny, dlat­ego udało mu się zostać przy­bocznym cesarza; pełnił jed­nak tylko niską funkcję urzęd­niczą na cesarskim dworze. Po jakimś cza­sie porzu­cił jed­nak służbę w stol­i­cy i udał się do królest­wa Liang (lenna cesarskiego), gdzie w owym cza­sie prze­by­wało też wielu innych lit­er­atów. Po kilku lat­ach umarł zasi­ada­ją­cy na tron­ie królest­wa Liang król Xiao, na którego to zaprosze­nie Sima Xian­gru przy­był do zie­mi Liang i z którego to ręki otrzy­mał tam posadę. Straci­wszy zwierzch­ni­ka, a co za tym szło, źródło utrzy­ma­nia, Sima Xian­gru wró­cił do swego rodzin­nego mias­ta – Cheng­du. Okaza­ło się wtedy, że nie ma z czego się utrzy­mać. Szczęśli­wym zbiegiem okolicznoś­ci jego przy­ja­ciel Wang Ji został starostą powiatu Lin­qiong i zaprosił Sima Xian­gru, aby ten zamieszkał u niego na koszt powiatu. Sima Xian­gru zamieszkał więc w rzą­dowym hotelu. Staros­ta Wang Ji każdego dnia składał wiz­ytę swe­mu goś­ciowi w hotelu. Sima Xian­gru z początku przyj­mował starostę, ale po pewnym cza­sie zaczął odmaw­iać spotkań pod pretek­stem choro­by. Za co Wang Ji darzył swego przy­ja­ciela jeszcze więk­szym szacunkiem.

Po okol­i­cy rozeszła się wieść, że ktoś miesz­ka w rzą­dowym hotelu i odmaw­ia widzenia się nawet ze starostą powiatu. A w powiecie tym mieszkali jed­ni z najbo­gat­szych osób w państ­wie. Szy­bko dos­zli do wniosku, że kimkol­wiek jest ów osob­nik, musi to być postać niezmiernie wpły­wowa, sko­ro pozwala sobie na to, aby tak trak­tować starostę – cesarskiego urzęd­ni­ka. Postanow­ili więc zaprosić go na ucztę. Zapros­zony bard­zo niechęt­nie jed­nak w końcu zgodz­ił się przy­być na biesi­adę. Tam udało mu się ukrad­kiem poz­nać Zhuo Wen­jun (卓文君) – młodą i niedawno owdowiałą córkę gospo­darza. Przekupił jej służącą, aby przekaza­ła swej pani list od niego. W odpowiedzi na list, Zhuo Wen­jun udała się do hotelu, w którym mieszkał Sima Xian­gru, gdzie… została przez niego por­wana i wywieziona do Chengdu.

Ojciec por­wanej postanow­ił, że od tej pory nie będzie już łożył na utrzy­manie swej cór­ki. Nie mógł bowiem w żaden inny sposób rozpraw­ić się z porywaczem przez wzgląd na wysoką pozy­cję społeczną i wpły­wy, jaki­mi w jego mnie­ma­niu cieszył się Sima Xiangru.

Przy­by­wszy do Cheng­du, Sima Xian­gru i Zhuo Wen­jun żyli w biedzie. Przyzwycza­jona do życia w dostatku kobi­eta nie mogła tego znieść. Postanow­ili więc wró­cić do powiatu Lin­qiong, gdzie sprzedawszy zaprzęg kon­ny, którym przy­byli, zain­west­owali pieniądze w mały biznes, otwier­a­jąc coś, co dziś nazwal­ibyśmy pubem.

Dla pana Zhuo – ojca Wen­jun – była to sytu­ac­ja bard­zo kłopotli­wa: on wiel­ki bogacz, a jego cór­ka pracu­je za barem – trud­no sobie wyobraz­ić więk­szą utratę twarzy. Darował więc córce dużą sumę pieniędzy oraz przy­dzielił jej znaczną liczeb­nie służbę.

Otrzy­mawszy taki prezent, młodzi kochankowie porzu­cili swój pub i udali się z powrotem do Cheng­du, gdzie kupili ziemię i dom.

Lao-tsy przewidział Internet

Lao-tsy (老子) – czy też jak kto woli Laozi, Lao Tzu, Lao-ce, Lao-tse, etc. – przewidzi­ał pow­stanie Inter­ne­tu 🙂 na blisko 2500 lat, zan­im to nastąpiło. O ile, oczy­wiś­cie, w ogóle ktoś taki istniał.

W rozdziale 47. (wg trady­cyjnego podzi­ału) Księ­gi Dro­gi i Mocy (道德經) nestor taoiz­mu napisał:

Nie wychodząc z domu, moż­na poz­nać świat.
不出户知天下1

Nic dodać nic ująć. Pro­rok jak się patrzy.


1 Liu Fuzeng [劉福增] (red.), Lao Zi jing du [老子精讀] (Lao-tsy: lek­tu­ra dogłęb­na), Tajpej [台北]: Wunan Tushu [五南圖書], 2004, s. 152.

Twarde prawo, lecz skuteczne

Mo Di (墨翟) – znany też jako Mo Zi, Mo Tzu, Mocjusz itp. – uznawany jest częs­to za filo­zo­fa pełnego tros­ki o losy świa­ta i empatii wobec bliźniego. Jego idea wsze­chog­a­r­ni­a­jącej miłoś­ci jian ai (兼愛) przyrówny­wana jest częs­to do nauk Chrys­tusa. Mo Di był też zagorza­łym pacy­fistą (co w cza­sach nie na próżno nazy­wanych Okre­sem Wal­czą­cych Królestw nie było sprawą bagatel­ną). Podob­no pewnego razu szedł pies­zo dziesięć dni (i nocy), aby przekon­ać wład­cę jed­nego z państw do niepode­j­mowa­nia dzi­ałań wojennych.

Wszys­tko to jed­nak nie przysła­ni­ało mu (i/lub jego uczniom) potrze­by prag­maty­cznego pode­jś­cia do real­nych zagrożeń bezl­i­tosnego świa­ta. W kwestii rozwiąza­nia prob­le­mu przestępc­zoś­ci moiś­ci prezen­towali nadzwyczaj (z naszego punk­tu widzenia) radykalne stanowisko. Oto przykład moistowskiej myśli karno-prawnej:

Wóz to drewno. Kto wozem jedzie, ten nie jedzie drewnem. Łód­ka to drewno. Kto łód­ką płynie, ten nie płynie drewnem. Złodziej to człowiek. Gdzie wielu złodziei, tam ludzi mało; gdzie nie ma złodziei, tam ludzi nie brak. Skąd o tym wiem? Nien­aw­iść do tabunów złodziei nie jest nien­aw­iś­cią do tabunów ludzi. Prag­nie­nie tego, aby nie było złodziei, nie jest prag­nie­niem tego, aby nie było ludzi. Wszyscy są co do tego zgod­ni. Sko­ro tak, to cho­ci­aż złodziej jest człowiekiem, kochanie złodzie­ja nie jest kochaniem człowieka, niekochanie złodzie­ja nie jest niekochaniem człowieka, zabi­cie złodzie­ja nie jest zabi­ciem człowieka. To proste.

車,木也;乘車,非乘木也。船,木也;入船,非入木也。盜人,人也,多盜,非多人也,無盜非無人也。奚以明之?惡多盜,非惡多人也;欲無盜,非欲無人也。世相與共是之。若若是,則雖盜人人也,愛盜非愛人也;不愛盜非不愛人也;殺盜人非殺人也;無難矣。1

Mis­trz Mo, zwój XI, „Korzyś­ci pomniejsze”
《墨子•卷十一•小取》

1 Mo Di [墨翟], Mo zi jin zhu jin yi [墨子進駐今譯] (Mitrz Mo ze współczes­nym komen­tarzem i współczes­nym tłu­macze­niem), Li Yushu [李漁叔] (red.), Tajpej [台北]: Tai­wan Com­mer­cial Press [臺灣商務印書館], 1974, s. 319–320.

Znaki, znaki, znaki…

Pis­mo chińskie należy do najtrud­niejszych na świecie. Pewnego razu ktoś postanow­ił je więc uproś­cić, dzię­ki czemu nau­ka tego pis­ma stała się jeszcze trud­niejsza. Ter­az ucząc się tego pis­ma musimy opanować dwa sys­te­my (trady­cyjny i uproszc­zony) zami­ast jed­nego, jak przed refor­mą pisowni.

Dla przykładu:
wyraz „Chiny” zapisany znaka­mi uproszc­zony­mi 中国 i trady­cyjny­mi 中國.

Teo­re­ty­cznie jest tak:

  1. W Repub­lice Chińskiej (zwanej pop­u­larnie Tajwanem) uży­wa się znaków tradycyjnych.
  2. W Hongkongu i Makau (należą­cych do Chińskiej Repub­li­ki Ludowej) uży­wa się znaków tradycyjnych.
  3. Na pozostałym obszarze ChRL (czyli w tzw. Chi­nach Kon­ty­nen­tal­nych) uży­wa się znaków uproszczonych.
  4. W Sin­ga­purze uży­wa się znaków uproszc­zonych (od 1976 r.).

Prak­ty­cznie jest tak:

  1. Na Tajwanie moż­na bez prob­le­my kupić książ­ki drukowane pis­mem uproszc­zonym (impor­towane z Kontynentu).
  2. W Makau, kiedy ktoś chce kupić książkę to najczęś­ciej jedzie do Zhuhaiu, bo tam taniej i wybór znacznie więk­szy. Tak przy­na­jm­niej twierdzi moja zna­jo­ma z Makau :-). Zhuhai to mias­to leżące tuż obok Makau, ale po drugiej stron­ie grani­cy wewnątrz­państ­wowej, czyli w Chi­nach Kontynentalnych.
  3. Na Kon­ty­nen­cie uży­wanie znaków trady­cyjnych jest dopuszczalne, w określonych przy­pad­kach, przez ustawę. Przy­pad­ki owe to:

— zabyt­ki,
— nazwiska (jeśli wys­tępu­je oboczność w pisowni),
— kaligrafia, piecząt­ki itp dzieła sztuki,
— inskrypc­je i szyldy w piśmie odręcznym,
— wymo­gi wydawnicze, eduka­cyjne i badawczo-naukowe,
— wyjątkowe sytu­acje określone przez odpowied­ni organ Rady Państwa,

Pon­ad­to pis­mo trady­cyjne moż­na również znaleźć na wiz­ytówkach, szyl­dach drukowanych, infor­ma­c­jach hotelowych itd. Aczkol­wiek niezbyt często.

W Sin­ga­purze – jeszcze nie byłem, więc nie wiem.
 

Dowcip o jedwabnym szlaku

Homo­fo­nia (czyli współbrzmie­nie wyrazów o odmi­en­nych znaczeni­ach) jest zjawiskiem wys­tępu­ją­cym w wielu językach. Jed­nak takie jej bogact­wo, jakim poszczy­cić mogą się języ­ki mandaryńskie, jest rzeczą wartą szczegól­nego odno­towa­nia: w stan­dar­d­owym języku mandaryńskim wys­tępu­je ok. 1500 możli­wych sylab – raczej mniej niż więcej, ale chci­ało mi się nigdy dokład­nie policzyć.
Oto przykład homo­fonii uży­ty w dowcipie:

這天老闆把小明叫過來說:
“小明你這個計畫的想法太爛了~給我回去重建一下思路再回來!”
隔天小明飛往新疆就再也沒有回來過了

Tego dnia szef wezwał do siebie Zdzicha:
– Zdzichu, ten twój plan jest do bani, idź no prze­myśl jeszcze raz.
Następ­nego dnia Zdzisiek poszedł do Prze­myśla i nie wrócił.

W ory­gi­nale dow­cip ten opiera się na współbrzmie­niu wyrazów 思路 (rozu­mowanie) i 絲路 (jed­wab­ny szlak) wymaw­ianych sīlù. Szef rzekł (w przekładzie dosłownym): „zrekon­stru­uj nieco rozu­mowanie i wróć.” Następ­nego dnia pra­cown­ik wyjechał do Xin­jian­gu, czyli Turki­es­tanu Wschod­niego (przez który prowadz­iła jed­na z dróg szlaku jed­wab­ne­go), i nie wró­cił. Wypowiedź sze­fa brzmi­ała bowiem tak samo jak: „zrekon­stru­uj nieco jed­wab­ny szlak i wróć.”
 

Turan

Tur­fan


 

Chińskie wierszy Miłosza problemy

Wier­sze sławnych poet­ów pol­s­kich moż­na bez prob­le­mu dostać w przekładzie na język chińs­ki czy ang­iel­s­ki. Jakość tych tłu­maczeń pozostaw­ia jed­nak wiele do życzenia. Nie chodzi o jakość artysty­czną, bo ta jest niczego sobie, ale o jakość czys­to ling­wisty­czną. O zrozu­mie­nie tek­stu na poziomie leksykalno-gra­maty­cznym. Nie dzi­wiłbym się przeinaczeniom (przed­staw­ionym poniżej), gdy­by w wier­szach tych wys­tępowały rymy lub inne wygibasy, ale utwory te to wier­sze wolne. Więc co mieli tłu­macze na myśli?

Oto frag­ment przekładów Cam­po di Fiori na język chińs­ki i ang­iel­s­ki. Na język chińs­ki tłu­maczył z ang­iel­skiego Zhang Shuguang [张曙光]. Ang­iel­s­ki przekład wykon­ali Louis Irib­arne i David Brooks . Aż dwóch do jed­nego wier­sza! Ilu by trze­ba tłu­maczy do przetłu­maczenia Wojny Chocimskiej?

Wróćmy do Miłosza (po oper­a­torze ’=>’ poda­ję pol­ską retranslację cytowanego frag­men­tu przekładu):

Miłosz: Kat płomień sto­su zażegnął

Irib­arne i Brooks: Hench­men kin­dled the pyre 1 => Pachołkowie rozniecili stos

Zhang: 爪牙点燃了[…] 柴堆 2 => popleczni­cy zapalili […] stos

Tutaj chińs­ki tłu­macz zro­bił, co do niego należało, ale jego ang­ielscy prze­wod­ni­cy pogu­bili drogę. Kat a pachołek to nie ta sama oso­ba. No i jakieś cud­owne rozm­noże­nie nastąpiło tych, co wykony­wali egzekucję. Cytu­jąc chińs­ki przekład, wyciąłem frag­ment, który w wer­s­jach „zachod­nich” zna­j­du­je się po tym wyrażeniu.

Przykład dru­gi z tego samego wiersza:

Miłosz: A led­wo płomień przygasnął

Irib­arne i Brooks: Before the flames had died 3 => zan­im płomie­nie zamarły

Zhang: 在火焰熄灭之前 4 => zan­im płomień zgasł

Dzi­wnym trafem chińs­ki tłu­macz zrezyg­nował z metafory umiera­nia w odniesie­niu do ognia, dzię­ki czemu przy­wró­cił ory­gi­nalne uję­cie tego frag­men­tu, tak jak życzył sobie tego poeta. Ang­ielscy tłu­macze znów jed­nak wyprowadzili Zhanga na manow­ce. „Zan­im przy­gasł” a ”led­wo przy­gasł,” – kłopo­ty z osią cza­su czy może niechęć do słown­i­ka? Pewnie „led­wo” pomylili ze słowem „lekko,” a od „lekko” już tylko rzut beretem do „trochę,” no i płomień „trochę przy­gasł,” czyli jeszcze nie do koń­ca zgasł. Pro­ce­du­ra log­icz­na prze­biegła pomyśl­nie, ale dane wyjś­ciowe były z sufi­ty wzięte. Dobrze że to nie raport z akcji gaszenia pożaru… tylko wiersz.

Trze­ci przykład pochodzi z mojego ulu­bionego wier­sza w twór­c­zoś­ci Miłosza (za którego poezją notabene nie przepadam). W Zak­lę­ciu (przekład na ang­iel­s­ki: Czesław Miłosz i Robert Pin­sk) już się pan Zhang pośl­iznął, ale ślisko było, choć tym razem nie z winy przekładu na język ang­iel­s­ki, gdyż do wer­sji ang­iel­skiej nie moż­na się przy­czepić – no cóż, pańskie oko konia tuczy.

Miłosz: ani odd­anie książek na przemiał,
Ani wyrok ban­icji nie mogą nic prze­ciw niemu

Miłosz i Pin­sk: no pulp­ing of books, => żadne przemie­le­nie książek
No sen­tence of ban­ish­ment can pre­vail against it 5 => żaden wyrok ban­icji nie dadzą rady prze­ciw niemu

Zhang: 没有化成纸浆的书 => nie ma przemielonych książek
和流放的判决能压倒他 6 => i wyroku ban­icji, które mogą go stłumić

Zas­tosowane w ang­iel­skim przekładzie „pulp­ing”, które jest rzec­zown­ikiem odsłownym i znaczy „mie­le­nie,” chińs­ki tłu­macz opacznie zrozu­mi­ał jako rzec­zown­ik zwykły „miaz­ga”. Tak więc cała fraza „no pulp­ing of books” została przez niego zrozu­mi­ana jako „żad­na miaz­ga książek.” W wer­sji Miłosza mowa jest o tym, że zniszcze­nie książek nie stłu­mi ludzkiego rozu­mu (o rozu­mie bowiem jest ów wier­sz). W wer­sji Zhanga czy­tamy zaś, że nie ma takich przemielonych książek, które mogły ten rozum ludz­ki stłu­mić. Hm, może te nieprzemielone dadzą radę.

Czesław Miłosz

Czesław Miłosz


1 Czesław Miłosz, Select­ed poems = Poez­je wybrane, tłum. David Brooks i inni, Kraków: Wydawnict­wo Lit­er­ack­ie, 1997, s. 29.
2 Miłosz Czesław, Qie Miwoshi shix­ue [切•米沃什诗选] (Wybór wier­szy Czesława Miłosza), tłum. Zhang Shuguang [张曙光], Shi­ji­azhuang [石家庄]: Hebei Jiaoyu Chuban­she [河北教育出版社], 2002, s. 22.
3 Miłosz, Select­ed poems…, s. 29.
4 Miłosz, Qie Miwoshi…, s. 22.
5 Miłosz, Select­ed poems…, s. 195.
6 Miłosz, Qie Miwoshi…, s. 142.